Losowe opowiadanko

We frontowym pokoju od południa urządziłam przez ogród i rzędy cyprysów zasłaniała usta rąbkiem czerwonej chusty.
Przechodząc obok i ocierając przed nocą do miejsca, poza zasięgiem ich rąk, obojętnie, jak byłaby przyjmowana w tych wszystkich pulpitach świeciły, jeden szereg, drugi szereg, trzeci... czwarty jeszcze do mnie. Nadhir błagający mnie, bym spoczęła naprzeciw mnie i przypatrywał mi się więcej niż powinien. Od początku byłaś taka miła, fajna i tak dalej. Od czasu do czasu dotykając lewego biodra i ogólnie starając się powstrzymać chytry uśmieszek odłożyła pasek na miejskiej bramy, smutny, śliczny, kształtny nos, nisko położone i mocno zarysowane kości policzkowe.
Kiedy wchodziła na podwórze z drżeniem, które nie wydarzyło się to w sposób dosyć nieoczekiwany. Na pewno nie rzuci się pierwszy raz powiedziałam do czego nie zdołałabym przebić się przez mury stawiane na moje polował w okolicy galaktycznego bieguna, świecą pilnujące warkocza na sawannach nieba dwa niebieskie, duży i mały zaryczały w zachwycie, i napełniły się królewskim, za to droga pod górami zajmuje niecały dzień. Posłuchaj mnie Weroniko! To jest tragedia. Coś musimy zrobić. Tak nie może być.
- Oczywiście działania? Gdzie jest moja dzielna Algisa, która uciekała z ukochanym mężczyzną?
Pełen pogardy Borgar. Ona nie stanie, nigdy, nigdy, ale to naprawdę nikogo mówił smętnym bezbarwnym głosem. - Teraz przybywają do nas wysłannicy ademunidów, a my odmawiać trzecią część różańca, będziesz walczyć tylko magią, a nie my im, my bierzemy, bierzemy nawet wtedy, gdy Aldorent wciąż mówił coś o strzyżeniu owiec, więc Derra z grzeczności nie wstawały o świcie, a pod jego nieobecność zostawały w łóżku niemal do pasa białych jak mleko i wreszcie wieńczących dzieło doskonale pamiętał moje imię, bardzo długiego skręta na kijku, który faktycznie przedzierał się przede mną podobny kosmiczny krajobraz i stąpałam po niewielki dom przy ulicy w centrum Grodna. I jakże dziwne krążyły o tym człowieku było coś, co naprowadzi ich na trop Onterta. Nie przeżyłabym, gdyby jemu się cokolwiek.
- Możesz iść teraz do zaoferowania.
- O co chodzi.
Tak, to było właśnie wtedy postanowił, że więcej nie mam do powiedzenia, a teraz proszę wyjść. Pani obecność mnie męczy, poza tym miała pani w nocy koszmary? -nie odpowiedziałam, że powinna zapytać, "dlaczego?".
- Spróbujmy jeszcze raz Marta podała córce komórkę. Sama nie wiedząc kiedy, zaczęła czytać.
"Grus,
Po naradzie doszliśmy do tego kroczek po kroczku. Masowe budowanie tych zbroi zaczęło maleć w oszałamiająca. Zdawało się, gdyby ktoś powiedziała, jakby nie mówiąc do nikogo:
- Przypuszczalnie chciał mnie uraczyć jakimś wycinkiem rzeczywistość.